Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 03.01.18

avalonpulse0.png

W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy: start nowych historii w Astonishing X-Men i Icemanie, pierwszy numer miniserii Rogue & Gambit, finał Guardians of the Galaxy i wiele wiele innych. Opinie o tych i nie tylko zeszytach znajdziecie w rozwinięciu newsa.


scenariusz: Charles Soule
rysunki: Phil Noto

Krzycer: To nie są konsekwencje, których się spodziewałem, ale też jest ciekawie. X jest intrygujący - mam wrażenie, że... jak by to ująć... Chuck nigdy nie zachowywał się tak młodo, nawet kiedy sam był taki młody. 
(Kompletnie na marginesie - wiek profesora chyba nigdy nie był dokładnie określony, ale gość którego wzięli do armii na wojnę koreańską w 1963 mógł mieć jakieś 30-35 lat; znaczy - na logikę Chuck powinien być młodszy niż zazwyczaj się zakłada.) 
Wracając do niespodziewanych konsekwencji - byłoby miło, gdyby Soule pamiętał, że Proteus zaliczył krótki powrót w tie-inie do Necroshy. Tym bardziej, że Rogue i Psylocke z nim wtedy walczyły.
(I znowu kompletnie na marginesie, sięgnąłem po ten album, żeby się upewnić, że niczego nie pomieszałem, i oczywiście nie skończyło się na przekartkowaniu, bo zaczął mnie wciągać... Po Careyu już chyba nikt tak dobrze nie pisał żadnej x-meńskiej drużynówki...) 
Na razie nie wiem co myśleć o tym Protku. Trochę mam wrażenie, że to ten jeden grzyb w barszczu za dużo, że Shadow King i X by wystarczyli (zwłaszcza, że Proty jest takim... niemalże losowym dodatkiem do fabuły.) Zobaczymy. Tymczasem za ołówek chwycił siódmy z kolei rysownik. Lubię Noto, ale mam wrażenie, że tutaj jego rysunki są jakieś takie... sterylne. 


scenariusz: Mark Waid
rysunki: Chris Samnee

Rodzyn: Kto sięgnie po ten numer tylko dlatego, że jest tam Wolverine raczej się zawiedzie, bo no niewiele znacząca strona, w dodatku niewiele wnosząca do fabuły głównej historii, choć trochę z nią związana. Zaś sama właściwa treść zeszytu to kolejny popis świetnej współpracy Waida i Samnee, którzy dobrze się rozumieją i po raz kolejny prezentują komiks, który prostą fabułę zamienia w ciekawą historię. Dostajemy tu już opowieść inną od dwóch poprzednich, gdzie Kapitan musi zmierzyć się z Kravenem gdzieś zdala od dotychczasowych sielankowych miasteczek. Końcówka numeru to zaś intrygujące rozwiązanie, które gdyby nie dotychczasowy poziom serii raczej nie przyjąłbym z entuzjazmem, a tak jestem bardzo ciekaw, co się w dalszej kolejności wydarzy.

Krzycer: Pierwszy wolverinowy backup. Jak to marketing Marvela nazwał? "Scena po napisach w komiksie". Jeśli wszystkie będą takie treściwe, to nie mam pojęcia, kogo ma to skusić. "Patrzcie, to Wolverine! Siedzi w barze! Jedzie na motocyklu! Siedzi na kibelku! Dłubie w nosie! Kupujcie, kupujcie!" 


scenariusz: Sina Grace
rysunki: Robert Gill

Dobrze, że Sina ponownie sięgnął po Dakena zanim mu się seria skończyła - jego poprzednie starcie z Icemanem było chyba najlepszym superbohaterskim akcentem w serii, której superbohaterskie akcenty zasadniczo zdają się przeszkadzać. 
Ten numer zdecydowanie się rozkręca, gdy na scenie pojawia się Daken. Tym bardziej, że wcześniejsze sceny z imprezy są... trochę żenujące. Podobnie jak zasadzka pt "chodźcie wszyscy do Danger Roomu, to nie pułapka, obiecuję". (Przy okazji - w tym budynku jest stadko telepatek. A Quentin nawet załapał się w kadrze. Jakim cholera jasna cudem ta cała "pułapka" w ogóle wypala? Uwierzę, że Daken może się zabezpieczyć przed telepatami, zresztą on pojawia się na scenie gdy już zaczyna się akcja, ale jak ten szczyl tam wszedł?) 
Ale jak już zaczyna się akcja, komiks staje się dobry. Podoba mi się Daken w tym wydaniu - raz, że ma nawet niezłą motywację, dwa, że jakoś tak pasują mu żarciki ocierające się o czwartą ścianę (wzmianka o lodówce i "X-Men Mauve"), trzy, że Grace korzysta tu z continuity, a to zawsze miła niespodzianka w postbendisowskiej epoce olewania wszystkiego przez wszystkich. 
Oczywiście, w tym samym miesiącu Daken jest przykładnym starszym bratem dla Laury i Gabbie w "All-New Wolverine"... ale znowu, w jego wypadku mogę to kupić. Zawsze miał lepszą relację z Laurą niż z superbohaterskim tałatajstwem. 



scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Carlos Pacheco

Krzycer: No dobra, czyli zaświaty już na sto procent nie są zaświatami. Tym lepiej - im więcej nieoczywistych rozwiązań, tym ciekawiej. 
Trochę szkoda, że poza... planem astralnym? White Hot Roomem? Cholerawieczym, akcja zdaje się dreptać w miejscu i dostajemy po prostu powtórkę z poprzedniego numeru. X-Men dzielą się na podgrupy, lecą w parę miejsc związanych z historią Jean, walczą z fantomem i wciąż nie mają pojęcia, co się dzieje. 
Z drobnych zdziwień: o, Hellion jest aktywnym X-Manem. Szkoda, że tylko w tym komiksie. 
(Strong Guyem już się dziwiłem w zeszłym tygodniu, ale zdziwię się jeszcze raz - przecież on nigdy wcześniej nie był X-Manem.) 


scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Pere Perez

Krzycer: Zakończenie związku Rogue i Gambita było jedną z najlepszych rzeczy, która przytrafiła się tej parze, więc miniseria która ma przypomnieć, że stara miłość nie rdzewieje a popioły wciąż się tlą irytuje mnie samym swoim istnieniem. Co powiedziawszy... fajnie się to czyta. Podoba mi się Rogue w ujęciu Kelly Thompson, podobają mi się rysunki Pereza. Nie podoba mi się Gambit będący o krok od transformacji w skunksa Pepe, ale zasadniczo w tym stuleciu Gambit podobał mi się tylko u Careya, Liu i w kreskówkach. 


scenariusz: Marc Guggenheim
rysunki: Lan Medina

Krzycer: Nudne, głupie i bezsensownie wciska Inka na pierwszy plan. Guggi nawet się nie zająknął na temat tego, gdzie ten frajer był od zakończenia "Young X-Men", po prostu założył, że jego genialny twór musiał być niezbędną częścią X-Men przez cały ten czas. 
...co za dziwne uczucie. Chyba nigdy wcześniej nie irytowały mnie fikcyjne postaci. Irytuje mnie czasem to, jak są pisane, albo jak ktoś morduje ich charaktery i przepisuje je na własne widzimisię. Ale nigdy dotąd nie miałem "znienawidzonego superbohatera", postaci, której sama obecność w komiksie mnie drażni. A Guggiemu jakoś się to udało. Spektakularne. 


scenariusz i rysunki: Ed Piskor

Krzycer: Znakomity, unikalny komiks. Tyle jeśli chodzi o obiektywną ocenę. 
A jeśli chodzi o subiektywną opinię na temat tego, co właściwie Piskor robi z historią X-Men, to wraz z tym numerem nabrałem wątpliwości. W poprzednim było trochę drobnych zmian, eliminacji zbędnych wątków itp. W tym - praktycznie cały Silver Age zostaje przepisany jako budowa fundamentów pod nadejście Feniksa. Z jednej strony rozumiem to jako zabieg mający ujednolicić historię X-Men. Z drugiej strony - Feniks i wiążąca się z nim space opera jest wątkiem, który jest sztucznie doklejony do głównej koncepcji X-Men. Gdy na planie pojawiają się kosmici i ogniste ptaki, metafora mniejszości i walka z uprzedzeniami wyparowują z komiksu. I jasne, Feniks jest bardzo ważny dla X-Men, ale bez tego pierwszego elementu X-Men nie są X-Men... Jestem ciekaw, czy Piskor zdoła to odpowiednio wyważyć. 
Poza tym przy poprzednim numerze chwaliłem wycięcie Lucyfera jako powodu niepełnosprawności profesora, a teraz ten Lucyfer i tak się tu pojawił? Po co on komu.



scenariusz: Saladin Ahmed
rysunki: Christian Ward

Rodzyn: Po powrocie na Ziemię Black Bolt musi zmierzyć się z Titanią, której przekazać musi wieść o śmierci jej ukochanego. Cały numer poświęcony jest jego pamięci, na pogrzebie pojawiąją się nie tylko przestępcy, którzy pracowali z Creelem ale też niespodziewani bohaterowie. Wszystko utrzymane jest w dobrym tonie, Ahmed potrafi umiejętnie grać nastrojem i ukazać różne emocje postaci. Problemem tej serii pozostaje zaś Ward, który wciąż jest bardzo nierównym artystą i zdarzają mu się potworne twarzy czy sylwetki. Wolałbym go widywać rzadziej na łąmach serii, jednak z lepszym efetem końcowym. Wciąż też nie wiem, dokąd zmierza obecnie ta seria i oby wyklarowało się coś w kolejnym miesiącu. 


scenariusz: Gerry Duggan
rysunki: Aaron Kuder

Rodzyn: Numer rocznicowy i  jednocześnie ostatni. To zwieńczenie historii rozpoczętej wraz ze startem inicjatywy Marvel Legacy, w której bohaterowie dołączyli do szeregów Korpusu Novy by odnaleźć szkodzących organizacji członków. Dostajemy tu także pewien urywek tego, co działo się dotychczas z Warlockiem (ciąg dalszy w odpowiednim one-shocie). Szkoda, że Marvel zdecydował się na kasację, bo dobrze śledziło się przygody tej wersji tych bohaterów. Ciąg dalszy ich historii zostanie według zapowiedzi przedstawiony w innych miniseriach czy one-shitach, jednak to nie to samo. Czy uda się domknąć tam wątki, które tutaj się urwały? Czy za kilka miesięcy, gdy kolejny "wielki event" się zakończy powrócą z nową jedynką na okładce i znów Dugganem za sterami? Tego bym sobie życzył, bo scnearzysta ten dobrze łączy ze sobą stare i nowe dziedzictwo Strażników i otaczających ich bohaterów. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.